Cenzor 1/93

Rozmowa z Sametem Inalem Artürkiem,

który gościł w naszej szkole we wrześniu 2019r.

w ramach projektu

„PEACE Cross-Cultural Understanding”

 

Samet2019

Julia: Cześć! Czy mógłbyś się przedstawić?

Samet: Nazywam się Samet Inal Arturk. Pochodzę z Turcji, a dokładnie ze Stambułu. Mam 21 lat. Obecnie studiuję stosunki międzynarodowe w Ankarze  -  stolicy Turcji.

J: Kiedy przyleciałeś do Polski i jak Ci minął lot?

S: Przyjechałem do Polski 6 września 2019r. Lot był nieco męczący, trwał aż cztery godziny, ponieważ musiałem lecieć z przesiadką w Atenach.

J: Czy byłeś wcześniej kiedykolwiek w Europie?

S:  W tamtym roku byłem na wymianie studenckiej w Sarajewie, stolicy Bośni i Hercegowiny. Stamtąd pojechałem do Serbii, Francji, Belgii i Holandii. Ale jest to mój pierwszy pobyt w Polsce.

J: Jak to się stało, że jesteś akurat w Polsce?  

S:  Nigdy wcześniej tutaj nie byłem. Chciałem po prostu dowiedzieć się czegoś nowego o tym kraju. Poznać waszą kulturę, zobaczyć, jak żyjecie. Może nauczyć się trochę polskiego? Słyszałem, że macie piękne miasta, ludzie są pomocni i przyjaźni. Więc oto jestem. Chcę się o tym przekonać.

J: Co wiedziałeś o Polsce przed przyjazdem?

S:  Szczerze mówiąc, nie wiedziałem za dużo o Polsce. Jestem bardzo podekscytowany, ponieważ jadąc  tutaj, nie wiedziałem, co mnie tu spotka.

J: Czy znasz jakieś popularne osoby z Polski?

S: Oczywiście. Znam takie osoby jak: Maria Curie, Mikołaj Kopernik, Chopin oraz wszystkich piłkarzy z reprezentacji Polski J

J: Jakie są różnice pomiędzy językiem polskim a tureckim?

S: Oczywiście jest ich bardzo dużo, ale nasze języki mają też ze sobą coś wspólnego. Mamy głoski takie jak:  „ś” lub ,,cz’’.  Zawsze słyszałem, że język polski jest bardzo trudny. Podobno nawet Polakom sprawia problemy. Szczerze mówiąc, nie wydaje mi się aż taki trudny, jak go opisują. Myślę, że jest to właśnie spowodowane tym, że nasze języki mają kilka liter, które wymawiamy podobnie.  Uważam, że każdy jest w stanie nauczyć się polskiego, przynajmniej w stopniu komunikatywnym. J

J: Jakie było Twoje pierwsze wrażenie, kiedy przyjechałeś do Polski?

S: Nie za dużo mogłem wtedy powiedzieć. Rodzina, która gościła mnie wcześniej, odebrała mnie z lotniska i od razu zapytała: ,,Co myślisz o Polsce?’’. Wtedy mogłem tylko powiedzieć, że Polska to dla mnie duże lotnisko. O tym, że macie coś więcej niż tylko samoloty. dowiedziałem się, kiedy zawieźli mnie do centrum miasta. Zobaczyłem wysokie budynki, dużo korków i wtedy przypomniało mi się moje miasto. Natomiast gdy przyjechałem do Siemiatycz, czułem się zupełnie inaczej. Mniej ludzi, mniej ruchu, przytulnie. Szczerze, bardziej podoba mi się tutaj, ponieważ można się zrelaksować i odpocząć od codziennego pośpiechu.

J: Czego Ci brakuje? Za czym tęsknisz?

S: Bardzo brakuje mi jedzenia mojej mamy. Tęsknię też za przyjaciółmi i rodziną.

J: Co najbardziej Ci się podoba w naszym kraju?

S: Rodzina goszcząca mnie w Siemiatyczach! J Póki co, widziałem tylko stolicę i wasze miasto, więc nie za wiele mogę powiedzieć. Podoba mi się historia Polski, według mnie jest bardzo ciekawa.

J: Co zaskoczyło Cię w Polsce?

S: Dobre pytanie… Tutaj znowu muszę wspomnieć o rodzinie, u której obecnie przebywam. Nie spodziewałem się takiej gościnności i pomocy. W Turcji do domów, w których są młode dziewczyny, nie wpuszczamy obcych nam ludzi. Dlatego tak bardzo zaskoczyło mnie to, jak Polacy są otwarci.  Również nauczyciele i uczniowie w szkole są bardzo mili. Zauważyłem też, że wiele osób tutaj ma blond włosy (śmiech). W Turcji też można spotkać blondynów i blondynki, ale stanowią oni mniejszość. Większość z nas ma ciemniejszą cerę, ciemne włosy i oczy.

J:A co sądzisz o polskich dziewczynach?

S: Są piękne, uśmiechnięte i przyjazne.

J: Teraz powiedz coś o tureckim systemie edukacji. Uczycie się jakiś obcych języków?

S: Szkoła podstawowa trwa 8 lat, liceum 4 lata, potem możemy iść na studia, zazwyczaj na 4 lata. W Turcji nie mamy czegoś takiego jak ,,gap year”, tzn. kiedy ukończysz liceum, nie bierzesz „wolnego roku dla siebie’’. Po prostu kontynuujesz naukę bez dłuższej przerwy. W liceum każdego dnia mamy po 8 lekcji w tych samych salach. Nauczyciele przychodzą do nas, uczniowie nie muszą się przenosić. W szkołach podstawowych dzieci uczą się j.angielskiego, od 3 do 8 klasy. W liceum także uczymy się j.angielskiego oraz dochodzi nam jeden dodatkowy język. W większości szkół jest to j.niemiecki, czasami j.francuski.   

J: Jakie zajęcia dodatkowe są popularne w tureckich szkołach?

S: Głównie są to zajęcia związane z religią, tj. jak poprawnie żyć jako muzułmanin lub jak czytać Koran. Mamy również astronomię.

J: Co robią młodzi ludzie w czasie wolnym? Jakie są popularne sporty w Turcji?

S: Rankiem w weekendy czytamy gazety. Po 30-stce jest to niemal twój obowiązek. Wśród nastolatków to też robi się coraz bardziej popularne. Dużo osób lubi też malować, słuchać muzyki, podróżować, jeść  J, spotykamy się też w mieście i pijemy razem turecką herbatę. Najpopularniejszym sportem jest piłka nożna. Mamy też bardzo popularny sport - zapasy w oliwie. Sportowcy uprawiający go są bardzo wysocy i silni. Smarują ciało olejem, by utrudnić przeciwnikowi chwyt. Ubrani są tylko w spodnie ze skóry bawoła, które ważą ok. 13 kg.

J: Co myślisz o polskim jedzeniu?

S: Różni się od tureckiego. W Turcji wiele osób nie je wieprzowiny, wy natomiast jecie wszystkie rodzaje mięsa. Jedzenie w Polsce jest bardzo dobre.

J: Jakie jest najbardziej warte polecenia miejsce w Turcji?

S: Przede wszystkim Stambuł, dlatego, że ma on bogatą kulturę, historię, architekturę, jest to też jedyne miasto na świecie, które leży na dwóch kontynentach. Czy to nie jest niesamowite?

J: Czy chciałbyś kiedyś wrócić do Polski?

S: Tak, zdecydowanie! Jeżeli kiedykolwiek będę miał szansę… Właściwie to chciałbym wrócić tutaj, do Siemiatycz. Czuję się tutaj, jak w domu.

J: Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę takiego powrotu!

 

                                      rozmawiała Julia Jermakowicz

 

 

OLIMPIJSKIE OTRZĘSINY

 

W czwartek 10 października o godzinie 17:00 rozpoczęły w naszej szkole otrzęsiny, w których wzięły udział wszystkie klasy pierwsze. Na ogół takie wydarzenia ignoruję, jednakże  zostałam poproszona o pomoc w obsłudze sprzętu nagłaśniającego, więc tym razem musiałam zrobić wyjątek. Na otrzęsinach stawiły się wszystkie klasy pierwsze, reprezentujące rozmaite kraje – IA (Polska), IB (Niemcy), IC (Włochy), ID (USA), IE (Wielka Brytania), IF (Belgia) i IG (Jamajka). 

 

otrzesiny2019

Pierwszoklasiści musieli zmierzyć się w wielu ciekawych konkurencjach, takich jak np. wypicie wody z butelki w jak najkrótszym czasie, wymyślenie  własnej konkurencji sportowej na igrzyska olimpijskie, kreatywne zaprezentowanie swojej klasy czy też  utrzymanie balona w górze przez jak najdłuższy czas. Po wykonaniu pierwszych zadań wyraźnie na prowadzenie wysunęły się dwie klasy: IA i IC, a po wszystkich konkurencjach okazało się, że obie klasy mają taką samą ilość punktów. Konieczne więc było przeprowadzenie dogrywki, w której rywalizowali ze sobą wychowawcy tych klas. Dogrywka polegała na wykonaniu serii rzutów do kosza piłką. Jej finał okazał się niespodziewany, bo po dwóch nierozstrzygniętych  seriach wychowawcy nie chcieli już dalej ze sobą rywalizować, więc ogłoszono remis. Taki obrót spraw zadziwił wiele osób, w tym również mnie. Ostatecznie wygrały więc klasy IA i IC, które w nagrodę otrzymały skrzynkę owoców. Po zakończeniu otrzęsin odbyła się dyskoteka  trwająca do godziny 21.

 

 

XVII EDYCJA

KONKURSU WIEDZY O PATRONIE SZKOŁY

 

 10 października 2019 r. odbyła się XVII  edycja Ogólnoszkolnego Konkursu „Komisja Edukacji Narodowej – założenia, przedstawiciele, działalność, osiągnięcia”. Wzięli w niej udział uczniowie klas drugich. Ich występy oceniała komisja, w której skład weszły: pani Bożena Krzyżanowskadyrektor szkoły, pani Jolanta Grzymkowska – nauczyciel bibliotekarz oraz Wioleta Wasilewskaprzedstawicielka społeczności uczniowskiej.

 Uczniowie zmagali się w 3 konkurencjach. Dwuosobowe zespoły złożone z przedstawicieli wszystkich klas drugich odpowiadały na pytania dotyczące Komisji Edukacji Narodowej. Druga konkurencja polegała na przedstawieniu w dowolnej formie  utworu powstałego w epoce oświecenia. Drugoklasiści zaprezentowali cztery bajki Ignacego Krasickiego w formie krótkich, zabawnych scenek teatralnych. W tej konkurencji tryumfowała klasa IID. Trzecie zadanie konkursowe polegało na przedstawieniu w wybranej formie reklamy naszej szkoły. Jury maksymalną liczbą punktów nagrodziło za nie dwie klasy- IIA i IIB. Klasa IIA przygotowała film prezentujący sposób nauczania biologii, matematyki i wychowania fizycznego kiedyś i obecnie,  a klasa IIB-  piosenkę oraz towarzyszącą jej  prezentację multimedialną.

Po trzech seriach pytań  dotyczących patrona naszej szkoły i dwóch   konkurencjach okazało się, że klasy IIA i IIB mają taką samą liczbę punktów. Ostatecznie po trzykrotnej dogrywce  zwyciężyła klasa IIA, która w nagrodę otrzymała tort.

konkursKEN2019

         Konkurs, jak co roku, przygotowały panie Bożena Czerkas i Monika Basista, a  prowadziły Agata Bajena i Aleksandra Olszewska  z klasy IIIA. 

 

                                                     

 

 

 

101 ROCZNICA ODZYSKANIA

PRZEZ POLSKĘ NIEPODLEGŁOŚCI

 

Dnia 08 listopada 2019r. obchodziliśmy 101 rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Nasza szkoła, podobnie jak w roku ubiegłym, dołączyła do ogólnopolskiej akcji „Szkoła do hymnu”, w ramach której o symbolicznej godzinie 11:11 podczas uroczystej akademii wszyscy uczniowie i nauczyciele odśpiewali 4-zwrotkowy hymn państwowy.

11listopada2019

 

Tegoroczną akademię pod hasłem „Wolność kocham i rozumiem” przygotowali uczniowie klasy IIB wraz z wychowawcą- panią Moniką Basistą  przy wsparciu kolegów z innych klas drugich. Występ nawiązywał nie tylko do dnia 11 listopada 1918r. Uczniowie przypomnieli również powstania śląskie, Powstanie Wielkopolskie, obronę Lwowa i Bitwę Warszawską. Całość przeplatały piosenki nawiązujące do tych wydarzeń oraz do hasła przewodniego w wykonaniu chóru pod batutą pana Łukasza Kraujutowicza.

 

 

Przygoda na cmentarzu

 

Pewnego dnia wybraliśmy całą rodziną na groby naszych przodków. Od samego rana czułem, że coś jest nie tak, coś się wydarzy. Ale olałem to dziwne uczucie. Jednak to był błąd.

Wszystko było przygotowane. Wsiedliśmy do samochodu i po niecałych 10 minutach jazdy prawie doszło do kraksy. Przed samochodem przebiegła mała sarenka, ale dzięki wysokim umiejętnościom mojego taty wyszliśmy z tego cało i samochód również. Po tym zdarzeniu pomyślałem, że coś jest nie tak, ściga nas jakaś  klątwa… Po przejechaniu dwudziestu kilometrów dotarliśmy do cmentarza. Oczywiście na dodatek zrobiło się pochmurnie i zaczął padać deszcz. Klasyk, scenariusz jak z najlepszych horrorów. Wysiadam z samochodu, obracam się, a tu nikogo nie ma. Rodzice i brat zawsze czekali na mnie, a dzisiaj oczywiście poszli sobie sami. Jakoś  pamiętałem, jak dotrzeć do grobu pradziadków. Już byłem blisko, widziałem rodziców, jak zapalają znicze. Dzieliło mnie od nich może dwa metry. Poczułem dziwny podmuch wiatru na plecach i zacząłem biec w kierunku grobowca. Nagle moja noga ugrzęzła w jakiejś dziurze. Zacząłem krzyczeć do rodziców, a oni nic. Próbowałem wyrwać nogę z tej dziury, ale ziemia zruszyła się i wpadłem do jakiegoś grobowca. Ból w nodze był kosmiczny. Zerknąłem na telefon, aby włączyć latarkę, ale oczywiście bateria była rozładowana. Pomyślałem sobie: no super, co jeszcze mnie spotka. Ale to był początek. Wyciągnąłem ręce w kierunku osuniętej ziemi, aby wspiąć się i jakoś wyjść. Już miałem zamiar przerzucić nogę na powierzchnię, aż tu nagle bez żadnej zapowiedzi ktoś złapał mnie za nogę. Spojrzałem w kierunku uwięzionej nogi i zobaczyłem kościotrupa. Oczywiście ja, przedstawiciel grupy silnych mężczyzn ‘’sprzedałem’’ mu kopa w czachę i rozleciał się cały mój przeciwnik. Udało się, wydostałem się. Biegłem w kierunku wyjścia. Nagle z ziemi powyrastały ręce, które próbowały mnie złapać. Dwie z nich chwyciły mnie za stopę, ale ja- sprytny człowiek rozwiązałem but, zdjąłem go i biegłem dalej. Oczywiście dodatkowo nadepnąłem na walający się kawałek szkła. Obróciłem się za siebie i zobaczyłem hordę nieżywych ludzi biegnącą w moją stronę. Ujrzałem wśród nich moich pradziadków, machałem do nich, aby mnie uchronili od reszty. Niestety ich wyraz twarzy nie pokazywał, że chcą mnie uratować, ale  raczej, że chcą  mnie zjeść. Istny dzień żywych trupów! Zacząłem podskakiwać na jednej, zdrowej  nodze w kierunku wyjścia z cmentarza. Już prawie złapałem klamkę od furtki, gdy nagle pojawił się  przede mną duch. Wtedy obudziłem się z krzykiem. Byłem cały spocony, nogi mnie bolały, a jeszcze mój kochany braciszek z pokoju obok  wrzasnął: czego się drzesz? Idź spać! Z trudem wstałem z łóżka,  poszedłem do łazienki, umyłem twarz zimną wodą, przetarłem ręcznikiem i wróciłem do swego pokoju. Wziąłem łyk lekko gazowanej wody, a jakiej, to już nie powiem i próbowałem zasnąć. Gdy rano  opowiedziałem całej rodzinie mój koszmar, wszyscy wybuchnęli śmiechem.

                               JK

 

 

NASZA ABSOLWENTKA W NASA

ze współautorką bazy marsjańskiej –

 Amandą Solaniuk

rozmawia Julia Jermakowicz

Amanda2019

 

Julia: Czy mogłabyś się przedstawić i opowiedzieć coś o sobie?

Amanda:  Nazywam się Amanda Solaniuk i jestem absolwentką liceum w Siemiatyczach z 2016 roku. Byłam na „biol-chemie”, czyli profilu typowo medycznym. Teraz studiuję na Politechnice Wrocławskiej inżynierię biomedyczną. Od niedawna zajmuję się wspomaganiem astronautów oraz fizjologią astronomiczną.

J: Co zachęciło Cię do wybrania właśnie takiego kierunku studiów?

A:  Nigdy nie chciałam iść na medycynę. Jestem osobą techniczną, od zawsze lubiłam matematykę i stwierdziłam, dlaczego nie spróbować czegoś na politechnice. Z czasem poznałam osoby zajmujące się kosmosem.

J: Czy będąc w liceum, interesowałaś się kosmosem?

A: Będąc dzieckiem, lubiłam fizykę i astronomię. Niestety z czasem bliscy zaczęli mi mówić ,,bądź realistą, zejdź na ziemię''. Z tego powodu stwierdziłam, że będę lekarzem, chociaż tak naprawdę tego nie chciałam. Od zawsze natomiast interesowało mnie to, co jest związane z ludźmi, tak odkryłam inżynierię biomedyczną. O kosmosie przypadkowo przypomniałam sobie dopiero na studiach, kiedy poznałam dziewczyny z mojej uczelni pracujące w agencji kosmicznej. 

J: Czy możesz powiedzieć coś na temat konkursu, w którym wzięliście udział?

A: Złożyłam dokumenty do agencji kosmicznej na konkurs i ku mojemu zdziwieniu dostałam się. Byłam tam przez tydzień i poznałam osoby z całego świata (z NASA i ESA) zajmujące się fizjologią astronautów. Dołączyłam w ten sposób wraz ze znajomymi z uczelni do światowego konkursu Mars Colony Prize Competition, czyli projektu bazy marsjańskiej, w pełni wykorzystującej istniejącą już technologię.

J: Jaka była twoja motywacja do wzięcia udziału w tym konkursie i jak się o nim dowiedziałaś?

A: O konkursie dowiedziałam się dzięki znajomemu. Powiedział, że jest fizykiem i rok temu wraz ze swoją ekipą dostał się do NASA. Ekipa zaprojektowała lądownik marsjański i otrzymała wyróżnienie, jako druga drużyna na świecie. Od niej dowiedziałam się, że inna organizacja również organizuje podobny konkurs. Od razu pomyślałam, że warto byłoby dołączyć. Dodatkowo okazało się, że nie mają nikogo ze strony medycznej.

J: Czy mogłabyś omówić w skrócie waszą pracę konkursową?

A:  Wymyśliliśmy bazę, która od początku do końca będzie działała, funkcjonowała, a nawet zarabiała na siebie, jak normalne państwo. Zaprojektowaliśmy ją od strony socjologii, ekonomii, mechaniki, inżynierii oraz medycyny. Ostatnia część należała właśnie do mnie, ponieważ jak już wspominałam, jestem inżynierem biomedycznym. Dlatego właśnie zaprojektowałam szpital, laboratorium oraz system wspomagania człowieka.  Była to praca na pół roku dla 19 osób, nie tylko studentów, ale też  architektów kosmicznych, którzy byli już wielokrotnie nominowani przez NASA do różnych nagród.  Projekt tworzyliśmy, wiedząc, jak wygląda pogoda na Marsie, jaki jest skład glebowy, mając przed sobą prawdziwe mapy Marsa. Po prostu musieliśmy zbadać najpierw, jak zachowuje się Mars. Jednym z największych problemów było wybranie terenu, ponieważ musieliśmy nie tylko stwierdzić, że tu konkretnie chcemy wybudować bazę, ale też stwierdzić, że warunki atmosferyczne są sprzyjające oraz że nie zostanie ona zniszczona np. przez burze piaskowe. Kiedy ustaliliśmy już  miejsce bazy, wszystko ,,poszło z górki''. Mieliśmy najpotrzebniejsze informacje, więc już wtedy mogli wkroczyć architekci i inżynierowie. Dopiero później dołączyła się powoli reszta naszej ekipy. I tak przez pół roku powstawała cała baza. Pomysły na nią były wielokrotnie zmieniane i przekształcane aż do wersji, którą mamy obecnie. Ale nawet teraz, po finałowej wersji, nadal ją modyfikujemy. Dlatego że od czasu, kiedy dowiedzieliśmy się, że dostaliśmy się do finału, NASA publikuje coraz nowsze badania i prace naukowe. Przez co musimy modyfikować bazę, tak aby była jak najtańsza w budowie oraz jak najbardziej funkcjonalna. Liczymy na to, że w przyszłości w naszej bazie będą żyli prawdziwi ludzie.

J: Co zamierzacie produkować na Marsie?

A: Chcielibyśmy produkować wiele dóbr, m.in. biorąc pod uwagę fakt, że mamy bioreaktor, ubocznym efektem jego działania jest m.in. alkohol. Chcemy ten alkohol oczyszczać, a następnie wysyłać go na ziemię. Kolejnym produkowanym przez nas dobrem byłaby biżuteria. Na Marsie można znaleźć złoża złota. Jak wiemy,    czyste złoto jest drogie, więc biżuteria wyprodukowania na Marsie, zsyłana na Ziemię, będzie dawała nam kolejne zarobki. Mamy pomysły również na inne dobra, które moglibyśmy wytwarzać, związane z  kosmetyką i  medycyną.

J: Co poczułaś, kiedy dowiedziałaś się o wygranej?

A: Początkowo myślałam, że jest to zwykły, mały konkurs. Mieliśmy swoją robotę do wykonania, którą byliśmy tak pochłonięci, że nikt z nas nie interesował się rangą tego konkursu. Kiedy wygraliśmy, okazało się, że jest to trochę większa rzecz :) Wyniki konkursu nie nadchodziły. Myśleliśmy, że o nas zapomnieli albo po prostu nie dostaliśmy się dalej. Po pół roku dowiedzieliśmy się, że weszliśmy do finału. Było to dla nas duże wyróżnienie, bo jesteśmy jedną z dziesięciu drużyn z całego świata. Będziemy konkurować m.in. z MIT (Massachusetts Institute of Technology). Jest to dla nas wyzwanie, ale też duży komplement. Finał odbędzie się w październiku tego roku w USA. Wyjeżdżamy już za 2 tygodnie.

J: Gdzie będziecie w USA i co będziecie tam robić?

A:  Oprócz finału konkursu będziemy również na kongresie astronautów. Jest to Międzynarodowy Kongres Astronautyczny (International Astronautical Congress - IAC), czyli siedemdziesiąta największa na świecie konferencja firm zajmujących się kosmosem (SpaceX, NASA, ESA). Wielu z nas będzie ,,polowało'' także na zdjęcie z Elonem Muskiem.  Kolejnym wyróżnieniem dla nas jest fakt, iż nasz projekt znajdzie się w książce Roberta Zubrina, czyli założyciela towarzystwa The Mars Society (największa organizacja zajmująca się Marsem). Dodatkowo zaprezentujemy naszą bazę w NASA.

J: Czy chciałabyś kiedyś sama mieć możliwość polecenia w kosmos?

A: Jestem zainteresowana wspomaganiem astronautów, więc wolałabym projektować kombinezony oraz pomagać im. Wiedząc, jak bardzo nasz organizm zmienia się w kosmosie i jak negatywnie to na niego wpływa - nie chciałabym polecieć w kosmos. 

J: Czy masz jakieś rady dla osób z liceum, które chciałyby iść w Twoje ślady?

A: Znam wiele osób z małych miasteczek, które pracują teraz w agencjach kosmicznych. Na początku myślałam, że jest to tylko głupie marzenie. Z czasem dopiero zaczęłam patrzeć, że nie jest to tak nierealne, jak mi się wydaje. Dlatego jeśli ktoś z moich młodszych kolegów z Siemiatycz jest czymś zainteresowany, niekonieczne kosmosem, to jak najbardziej po prostu radzę w to iść i nie słuchać ,,złotych myśli'' innych osób w stylu: ,,bądź bardziej realny, zejdź na ziemię''. Sądzę, że jeżeli ktoś ma szalone marzenia, to powinien próbować je realizować.

J: Czy swoją przyszłość również wiążesz z kosmosem?

A: Jak najbardziej! Wciągnęłam się na dobre w świat kosmosu.

J: W takim razie tego właśnie Ci życzę! Powodzenia na konkursie, trzymamy kciuki!

A: Dziękuję bardzo.

 

 

URODZINY INTERNETU

 

Globalna sieć ma dwa początki- w 1969 powstał ARPANET, a w 1989r. standard publikowania i przeglądania stron internetowych „www”. Mało kto wie, że Polska miała duży wkład w powstanie sieci. Amerykański naukowiec Paul Baran (urodził się w  1926r. w ówcześnie polskim Grodnie, zmarł w 2011r.) w końcu lat 50. XX wieku stworzył bowiem teoretyczne podstawy wymiany danych między odległymi od siebie komputerami. Zostało to wykorzystane w 1969r. w wojskowej sieci ARPANET, łączącej cztery amerykańskie uniwersytety. Nikt nie przypuszczał, że to początek rewolucji. Dziś setki milionów połączonych komputerów i smartfonów sprawia, że możemy nieomal na żywo uczestniczyć w wydarzeniach po drugiej stronie globu. Trudno sobie wyobrazić życie bez znajomych na Facebooku, filmików na YouTube czy szybkości wyszukiwania wiedzy w Wikipedii. To przecież dzięki temu czujemy się jak w „globalnej wiosce”.